RSS
 

Domowe konserwy mięsne

27 lip

Dziś coś w sam raz na wakacyjne wyjazdy – weki mięsne własnej roboty :-) Co prawda sceptycznie odnosiłem się do domowej tyndalizacji, ale w końcu udało mi się przemóc i zrobić pierwszą partię. A już właściwie pierwsze dwie partie. Sam proces jest prosty a efekt zaskakujący. Nie będę podawał szczegółowych przepisów, bo w końcu każdy lubi coś innego, raczej chce pokazać zasadę działania i możliwości jakie daje ten sposób konserwacji żywności, a za przykład posłuży golonko.

DSC_0242

Zasada jest prosta – przyprawiamy mięso, zostawiamy aby przegryzło się w przyprawach a następnie upychamy do słoików, które zakręcone gotujemy w szybkowarze, najlepiej dwukrotnie w odstępie jednego dnia. Ale jak wiadomo diabeł tkwi w szczegółach, dlatego też krótko o tym jak mi się udało stworzyć tak pyszne i soczyste danie:

1. Goloneczki trybuje z kości po czym mieszam z przyprawami. Bardzo fajną kompozycję daje sól z czosnkiem i jałowcem, dodatkową zaletą tej mieszanki jest fakt, że każda z tych przypraw jest dość dobrym konserwantem sama w sobie, co teoretycznie dodatkowo powinno zwiększyć trwałość konserwy.

2. Po kilku godzinach w przyprawach mięso pakuje do słoików starając się zmieścić go tam możliwie najwięcej – podczas gotowania i tak zmniejszy swoją objętośc

3. Zakręcam słoiki i wkładam do wyłożonego szmatą szybkowara, przy czym nie powinno się zakręcać bardzo mocno – wystarczy kiedy poczujemy pierwszy opór. Tak przygotowany wsad zalewamy mniej więcej do 2/3 pojemności i zamykamy szybkowar.

4. Kolejnym krokiem jest gotowanie.  Tu spotkałem się z dwoma szkołami – jedna mówi, że wystarczy jedno gotowanie trwające 1,5 godziny, druga natomiast zakłada dwa godzinne gotowania w odstępie jednego dnia i wynika z tego, że przetrwalniki bakterii potrzebują właśnie koło doby na uaktywnienie. Na chwilę obecną sprawdziłem obie metody i po dwóch miesiącach w ciepłym (przy upałach temp. w domu sięga 28 stopni) wszystko jest jadalne.

5. Po spadku temperatury (i co za tym idzie ciśnienia w szybkowarze) wystarczy wyjąć słoiki i postawić na pokrywce – powinno ją zassać w czasie studzenia.

No i właściwie koniec przepisu. Z uwag szczegółowych należy dodać, że najlepszy efekt otrzymuje się z mięsa tłustego takiego jak łopatka czy właśnie golonko. Nic nie stroi też na przeszkodzie, żeby w ten sposób zakonserwować gotowe dania, jak na przykład schabowy w panierce czy mielone. Sam dopiero uczę się tej metody, ale już jestem w niej zakochany!

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii DIY

 

Rolady drobiowe z miętą i suszonymi pomidorami.

09 gru

Dziś danie z pary. Prosty przepis o nietypowym, łagodnym smaku i mocnym aromacie. Przygotowanie jest banalne – w moździerzu przygotowujemy farsz – świeża mięta, suszone pomidory z oleju i dużo pieprzu. Układamy go na umytej i rozklepanej piersi kurczaka , całość zawijamy i odstawiamy do lodówki na kilka godzin. Czas przygotowania na parze to ok. 20 minut, czyli mniej więcej tyle, ile potrzebują ziemniaki gotowane są samą metodą. Prosto i smaczno ;-)

Rolada_drobiowa_z_miętą_2 Rolada_drobiowa_z_miętą_1

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii DIY

 

Hauskase, czyli zgniłek pod piwko i nie tylko

03 lis

Hauskase

Dziś gnijąco i śmierdząco czyli domowy ser smażony zwany z niemieckiego hauskase’ą. Gotowy produkt jest bardzo smaczny, ale półprodukt widoczny na obrazku wyżej daleki jest od apetycznego zapachu czy smaku. Podstawą do hauskase’y jest twaróg domowy. A przepsi jest prosty, choć raczej dla cierpliwych. Wkładamy twaróg do miski, mocno solimy i czekamy. Czekamy długo, bo ser musi zgnić do momentu aż sam będzie półpłynny (ach ten fetor!). Należy pamiętać, żeby umożliwić cyrkulację powietrza – szczelnie zamknięty ser nie zgnije w zadowalającym stopniu. Czas gnicia to ok. 2-3 tygodni, choć wszystko zależy od warunków w jakich gnicie ma miejsce.

Tak przygotowany półprodukt wystarczy wysmażyć na maśle.. i zasadniczo  najprostsza wersja hauskase’y jest już gotowa – podczas gotowania gubi się większość śmierdzących aromatów, a ser nabiera smaku. Jest jednak masa różnych przepisów jak potrawę urozmaicić przez dodawanie przypraw czy dodatkowych składników. Nie sposób jest je wszystkie opisać, dlatego zaproponuję dwa moje ulubione. Pierwszy zakłada dodanie podczas smażenia kminku oraz żółtek z jaj – ser uzyskuje konsystencję budyniu, spokojnie nadając się do smarowania chleba czy placków ziemniaczanych. Drugi to przyprawienie ostrą, sproszkowana papryką  i dłuższe smażenie – dzięki tym zabiegom ser jest bardziej jak galaretka i idealnie nadaje się jako zakąska do alkoholi.

Smacznego ;-)

 

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii DIY

 

BJMC vol. I – Oblężnicza Galaretka

27 paź

Galareta_Olbeznicza

Bo jedzenie musi cieszyć i się do Ciebie uśmiechać! W pierwszym odcinku tej pięknej nowej serii oblężnicza galaretka w sam raz na deser. Zasadniczo przepis taki jak na opakowaniu galaretki, różnica tkwi w sposobie podania. Tym razem robimy to w formie średniowiecznej twierdzy – kupujemy w markecie silikonową formę do ciasta, do niej nalewamy galarety i pozwalamy jej stężeć. Jedynym problemem może być wyjęcie gotowego produktu, bo wymaga trochę wprawy. Ułatwić można sobie przez polanie formy z zewnątrz gorącą wodą – nie za krótko, bo nic nie pomoże, ale także nie za długo, bo się galareta roztopi i szczegóły nie odbiją się tak ładnie. Smacznego!

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii DIY

 

Ser w oleju w stylu czeskim

20 paź

Jab [800x600]
Pyszna zagryzka która o bardzo długiej przydatności do spożycia i niecodziennym smaku czyli ser marynowany w oleju :-) Lekko zmrożony (ale nie zamrożony, na tyle, żeby się do noża nie kleił) camembert tniemy jak bułkę. Do środka wkładamy pastę z czosnku, musztardy i zmielonej słodkiej papryki. Zamykamy „kanapeczki”. Szatkujemy czerwoną cebulę, świeżą pietruszkę oraz marynowaną papryczkę. Następnie przekładamy warstwami rozdrobnione dobra wraz z serem dorzucając czasami listek laurowy i ziele angielskie. Jak słoik się wypełni zalewamy olejem. Teraz część najtrudniejsza – czekamy tydzień aż wszystko się przegryzie….

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii DIY

 

Masło czosnkowe z awokado

06 paź

IMG_0011 [800x600]

Co prawda sezon na awokado już powoli dobiega końca, ale jeszcze w niektórych sklepach widziałem te owoce w dobrej cenie, więc może jeszcze uda się Wam wypróbować przepis w tym sezonie. Nie znam osoby która nie lubi grzanek z masełkiem czoskowym. Niestety danie to zrobione na bardzo prawdziwego masła nie należy do najbardziej dietetycznych. Rozwiązaniem może być wykorzystaniem miąższu z awokado jako bazy.

Składniki:

  • 1 miękkie awokado
  • 1/2 główki czosnku
  • przyprawy (oregano, sól)
  • sok z 1/2 cytryny (1 łyżka)

Po przecięciu owocu na pół wzdłuż dłuższej krawędzi ruchem rotacyjny rozdzielamy połówki i wyjmujemy pestkę. Miąższ owocu wydłubujemy łyżką. Do miąższu dodajemy wyciśnięty czosnek, łyżkę soku z cytryny oraz przyprawy wg uznania (osobiście preferuję oregano i szczyptę soli, ale pasuje również bazylia, zioła prowansalskie czy nawet kminek) tak powstałą papkę należy porządnie wymieszać. I właściwie tyle. Ważne jest aby nie zapomnieć o cytrynie, bo dzięki niej „masełko” nie będzie ciemnieć.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii DIY

 

Zapowiedź zmian, będzie.. zupełnie o czym innym :-)

04 paź

Blog został zaniedbany, nowych wpisów pojawia się tyle co nic, stare często się zdeaktualizowały. Plan jest prosty – powoli przenosić treść na inną stronę, robić w tym porządek i aktualizować. Ale nic straconego, bo Doktor pokaże Wam jak się gotuje! Co poniedziałek możecie spodziewać się nowego pomysłu na fajne jedzenie. Planowany rozstrzał jest duży: od suszonej wołowiny do warzyw na parze. Mam nadzieję, że każdy znajdzie coś dla siebie :-) Będzie mi też towarzyszyć znane i lubiane Jabłko, miłośnik dobrej kuchni ;-)

IMG_0131 [800x600]

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii DIY

 

Kuchnia Polowa Activia

07 paź

W końcu odnalazłem hasła do tego bloga, więc czas rozpocząć nadrabianie zaległości. Na pierwszy ogień kuchnia polowa Activia.

Tak po prawdzie, to jest to trochę naciągana kuchnia polowa i z tymi prawdziwymi,  z wojska, zbyt wiele wspólnego nie ma.  Co prawda jeden kolega coś przebąkiwał,  że chce te kuchnie wykonywać w stylistyce wojskowej i ściągać na polski rynek, pytanie tylko po co.  Ale przejdźmy meritum!
Image Hosted by ImageShack.us

Konstrukcja kuchni jest prosta, ot koza tylko, że zamiast górnej farelki ma kociołek na zupę. Wykonana jest z cienkiej blachy (ok.1mm), co początkowo budziło moje wątpliwości ze względu na ryzyko szybkiego przepalenia się ścianek. Na szczęście bezzasadnie, ale to tym za chwilę. Garnek ma ok. 14 l, i jest płaskodenny, bo może być dużym ułatwieniem jakby ktoś chciał np. pogrzać zawartość na gazie. Nie ma też problemu, żeby zawiesić go nad klasycznym ogniskiem. Komin z nierdzewki, nie za długi, ale wystarczający, żeby zbierać cały dym (a przy mokrym drewnie kuchnia potrafi mocno zadymić). Na uwagę zasługuje jeszcze fakt, że prześwit między paleniskiem a garnkiem jest niewielki – pierwszą moją myślą było włożenie palnika gazowego, co umożliwiłoby przygotowanie zupy w domu i jedynie pogrzanie jej na miejscu imprezy.

Image Hosted by ImageShack.us

Gotowanie jest proste, łatwo wyczuć kuchnie. Dużym plusem jest fakt, że kuchnia jest strasznie energooszczędna – naprawdę mała ilość paliwa wystarcza do wielogodzinnego gotowania.  To właśnie sprawia, że mimo lekkiej konstrukcji i cienkich ścianek kociołek będzie służył długo – nie ma potrzeby grzać go do białości – wystarczy kilka patyków a zupka będzie radośnie bulgotać.  Oczywiście trzeba zdawać sobie sprawę z ograniczeń które niesie za sobą brak możliwości regulacji wysokości nad płomieniem – łatwo jest przypalić gęste potrawy – kuchnia przeznaczona jest raczej na wodne eintopf’y takie jak grochówa, żur czy inny bogracz-gulasz.

Image Hosted by ImageShack.us

Podsumowując w cenie ok 250zł otrzymujemy bardzo fajne narzędzie pozwalające nam tanio i w każdych warunkach wykarmić całą grupę ludzi. W komplecie znajduje się dopasowana do garna pokrywka i chochla. Dobrym pomysłem jest dołożenie grubych, skórzanych rękawic roboczych – to w końcu otwarty ogień, poza tym kuchnia posiada uchwyty do przenoszenia, więc w razie czego będzie ją czym chwycić.  Patrząc na ilość potrzebnego paliwa do jego przygotowania powinien starczyć zwykły sekator – parę patyków i można gotować!

 
1 komentarz

Napisane w kategorii DIY

 

Impregnacja woskiem

06 maj

Dziś w końcu jakiś tutorial. Tym razem o impregnacji w sposób tradycyjny, czyli woskiem. Pewna znana firma outdoorowa reklamuje swoje woskowane produkty z G1000, czyli mniej więcej tego, z czego zrobione są niezniszczalne mundury BW we flecktarnie, jako idealne w teren. Jest w tym dużo racji, bo materiał jest wytrzymały, a dodatkowa impregnacja zapobiega zbyt szybkiemu przemoczeniu. Należy pamiętać, że woskowanie odzieży bawełnianej czy z G1000 nie ma zapewnić całkowitej jej wodoodporności a jedynie opóźnić jej przemakanie, co przy lekki opadach jest jak najbardziej wystarczające. Oczywiście wraz ze zwiększeniem ilości warstw powłoki parametry wodoodporności poprawiają się, dzieje się to jednak kosztem oddychalności materiału. Osobiście chylę się ku rozwiązaniu: woskowana bluza do chodzenia przy obozie czy w lekkim deszczu + palatka/ponczo na chodzenie przy większych opadach i zadaszenie obozowe. Należy jeszcze nadmienić, że woskowanie zwiększa wiatroszczelność.

W handlu dostępne są kostki do woskowania odzieży, ale można taką kostkę wykonać także samemu. Potrzebujemy jedynie wosk pszczeli, parafinę, garnek z kąpielą wodną (albo dwa garnki różnych rozmiarów) i źródło ciepła. Ilość wosku, w zależności od źródeł to 25-35%. Wosk z parafiną topimy razem w garnuszku, mieszamy i zostawiamy do ostygnięcia. Można przelać do jakiegoś pojemnika z którego łatwiej będzie wyjąć gotową kostkę (np. pojemnik po margarynie) .  Po zakrzepnięciu kostka jest gotowa.
Image Hosted by ImageShack.us

Kolejnym krokiem jest przygotowanie odzieży. Najlepiej po prostu ją wyprać w jakimś prostym detergencie (np. szarym mydle) i porządnie wypłukać. W ten sposób wypłuczemy brud ze splotu tkaniny robiąc tym samym miejsce na wosk.
Image Hosted by ImageShack.us

Samo woskowanie jest dość proste: nacieramy wcześniej otrzymaną kostką tkaninę a tak powstałą warstwę zaprasowujemy żelazkiem ustawionym na niską temperaturę (najlepiej dobrać doświadczalnie: tuż poniżej progu dymienia).  Zaletą tego sposobu impregnacji jest to, że sami decydujemy które elementy mają być zawoskowane. W bluzach woskuje cały przód, z tyłu barki i spód (tam gdzie się siada), rękawy z przodu i na łokciach. W spodniach zdecydowanie mniej bo jedynie uda i kolana oraz tyłek (zwykle wkładam spodnie do butów, więc dolną część nogawek zostawiam suchą.
Image Hosted by ImageShack.us

W zależności od efektu jaki chcemy otrzymać czynność należy powtórzyć kilka razy, zwykle za 3 razem jest optimum między oddychalnością a wodoodpornością i tyle też staram się robić. Na koniec muszę dodam,  że odzież mocniej woskowana robi się delikatnie błyszcząca i sztywna, a nawet po pierwszym zabiegu zaczyna lekko ciemnieć.

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii DIY

 

Odkopana skórka ;-)

29 kwi

Udało mi się znaleźć zdjęcie jeszcze nie publikowanej, budżetowej pochewki. Praktyczna, solidna, z surową elegancją, podobnie jak nóż.  Nic dodać nic ująć ;-) Na zachętę dodam, że od przyszłego tygodnia rozpoczynam szczegółowy opis sprzętu którego używam na wypadach do lasu i na wyprawy. Będzie omawiane punkt po punkcie co jak i dlaczego. Oczywiście nie zabranie zdjęć;-)

 
Komentowanie nie jest możliwe

Napisane w kategorii DIY

 
 

  • RSS